Jakaż była moja radość przeogromna, gdy Nastodzieć, na początku swoich ferii znajdując się, takąż oto wyrecytował Deklarację, tudzież listę spraw, które zamierza zrealizować:

– odgruzowanie pokoju, posegregowanie skarpet (czytaj połączenie w pary), wyczyszczenie akwarium, zrobienie zadań z chemii, wykonanie prezentacji… itp.

Przez dwa tygodnie gryzłam się w jęzor, widząc, jak co trzeci punkt ww. Deklaracji podlega realizacji (a to i tak po łebkach). W końcu dzisiaj wypaliłam:

— I jak tam te twoje feriowe (czyt. feralne) zobowiązania? Zrealizowane?

— Nooo, nieeee, nie wszystko, boo, tak jakoś…

— Nawet nie potrafisz tego wiarygodnie wytłumaczyć. Pomogę ci. To się nazywa… Tu poproszę o werble. Taaaadąąąą!!!To się nazywa poooo proooostuuuu… UWAGA! Leeeniiiistwoooo!!! – zagrzmiałam, niczym klaun na jakimś festynie. Kochana, zapamiętaj sobie raz na jutro, albo na zawsze nawet, że albo robi się krótszą listę, albo, jak się ma tak wielkie ambicje, to realizuje się punkt po punkcie, by na koniec ino kac nie pozostał. Moralny, oczywiście – sprecyzowałam tak na wszelki wypadek.

— Oj, mamo… ty działasz na mnie, jak gigantyczny wyrzut sumienia.

— Bo taka jest moja rola, niestety, choć przyznaję się, że wolałabym medale wieszać na szyi twojej. Takie medale na przykład: ZA SUMIENNOŚĆ, ZA PORZĄDEK, ZA GRZECZNOŚĆ, ZA DOBRE STOPNIE, ZA…

 

Chyba coś do niej dotarło, bo jak to Nastodzieć – pól listy w dwa tygodnie, a drugie pół w jeden dzień zamierza zrealizować.