Łazienka, jakby tsunami po niej przeleciało. Nie muszę nawet zbytnio główkować, kto ten kataklizm wywołał. Pędzę więc do Nastodziecia i od progu krzyczę:

— Ty, to jesteś wyjątkowo oporna na sugestie i prośby wszelakie! Przypuszczam, że łatwiej by mi było nauczyć średnio inteligentnego szympansa, niż ciebie wytresować (albo odwrotnie?), że:

*po pierwsze – mokry ręcznik wiesza się na kaloryferze

*po drugie – wylewa się wodę z mydelniczki

* po trzecie – zbiera się kłaki z sitka

* po czwarte, po czwarte… kurczę, co to ja miałam powiedzieć? Chyba tak się wściekłam, że zapomniałam, czego to ja chciałam tę małpę nauczyć…

— Po czwarte – rzekł spokojnie Nastodzieć – po czwarte, to złość piękności szkodzi!

— No to wychodzi mi z tej prostej kalkulacji, że w dużej mierze tobie zawdzięczam moje szybkie starzenie, siwienie, garbienie, tudzież inne ubytki urody damskiej. Zatem do łazienki biegiem marsz, zanim rozpadnę się ze starości i zbrzydnę do reszty.